Zanim zaczniecie czytać muszę zauważyć, że ta notka była przeze mnie pisana chyba z dwa miesiące. Znaczy to, że nie dość, że będzie dłuższa niż konstytucja to na dodatek przedziały czasowe nie będą miały w niej kompletnie sensu. Będzie w niej panował wielki bałagan no i cóż – trudno.
Te kilka paragrafów pisałem jeszcze przed zakończeniem roku.
Moje studia w Anglii zaczynaja powoli wygladac jak praca w Anglii. Drugi rok glownie obraca mi sie wokol wlasnie tej czesci zycia. Nie wiem na jakim etapie skonczylo sie opowiadanie o moich losach bo jak mozna bylo zauwazyc testowalem rozne style pisania a ze pierdniecie muchy bylo glosniejsze niz jakikolwiek odzew to widze, ze powroce do starego dobrego strzeszczania dnia, i wyglaszania opinii na linii ja – swiat.
Wspomnialem o zmianie sposobu zycia. Coz. Nie dziwota kiedy moje studia ostatnio zaczely sie sprowadzac do lekkiego minimum. Zajec mam mniej, bo zalatwilem sobie praktyki zamiast jednego modulu, wyklady, ktore powinny byc czesto sa krotkie no i zamiast jak oni by tego chcieli, koncentrowac sie na samoksztalceniu I robieniu projektow, ja szukam sobie jak najwiecej pracy moge. W ten sposob moja wspolpraca z uniwerkiem zaczela sie rozwijac i wywiady, ktore dla nich krecilem, choc z mojej perspektywy slabe jak puszczanie muzy z komórki, komitetowi, który zarządza instytucją zajmującą się polepszaniem możliwości karierowych młodych absolwentów, przypadły do gustu. Poza tym po długiej nieobecności odezwał sie do mnie Dean i jeśli wszystko wypali to za rok będę gotowy, żeby zostać współudziałowcem w jego firmie a na razie znowu asystuje mu od czasu do czasu co uwielbiam niesamowicie. Aktualnie jednak siedze w Diffusion i robie dla nich zdjęcia na stronkę internetową i do różnych materiałów promocyjnych. Tak jak na początku praca ta była dla mnie tak nudna i bezsensowna jak czesanie włosów na odnogach owadów tak teraz uczciwie powiem, że strasznie ją lubię. Zżyłem się mocno z ludźmi, z którymi pracuję i przestałem już być zwykłym praobkiem a docenianym fotografem tak więc i zadania mam inne. Dobra, w sumie to jednak wcale nie fascynuje mnie gadanie o mojej pracy. Mógłbym godzinami opowiadać co robię dla kogo bo ładuje w siebie roboty ile tylko mogę ale co z tego. Jeśli chcę to kiedyś wydać jako książkę to albo muszę się komuś zsikać na czoło, żeby mnie zauważono albo wrócić do swojego stylu krzyczenia, że nie ma Jezusa a nie głaskania poduszki po poszewce. Tak więc chrzanie opowiadanie, o moim uśmiechaniu się i wracam do bezczelnego komentowania i przejmowania sie opinią tylko kilku osób.
Zacznę od czegoś może jednak nie aż tak objazdowego. W Anglii istnieje takie pismo - „Big Issue”. Jego zamierzeniem jest wspomaganie bezdomnych gdyż tylko oni je sprzedają na ulicy. Nie jest to byle gówniana gazetka a całkiem sensowny magazyn w rozsądnej cenie. Do czego zmierzam? Niestety, ale nazwijcie mnie bezdusznym gnojem jeśli chcecie, a ja i tak niczym Marek Kondrad, na ulicznego błagacza zareaguje nieuległym „nie mam” czy innym kłamstwem. I teraz bez jakichś wielkich och i ach bo bądźmy szczerzy ale reagujecie tak samo. Co innego jak zapuka ktoś do mych drzwi czy na ulicy uczciwie poprosi o trochę jedzenia to z plakietką wzorowego harcerza i wielką radością oddaje mu słodycze ze świąt i jakiegoś bigosu w słoiku. Taka jest prawda. No ale wracając do pisma. Ci ludzie generalnie są mistrzami marketingu bo nie narzując się wcale proponują osobiście każdemu pisemko i cholera jak ja im za każdym razem uprzejmnie dziękuję pozostawiają mnie z myślą, że mógłbym to kupić, bo zamiast burknąć coś pod nosem, uśmiechają się i życzą miłego dnia. Dobra, ja wiem, że w głębi duszy mogą mnie wyzywać od morderców grosza, ale mają tą siłę, żeby i tak wsadzić we mnie poczucie winy. Ich kamizelki mają napis: „Nie błagam tylko pracuje” czy jakoś tak i trzeba im to oddać. Choć niektórzy mają twarze morderców króliczków to naprawdę, gadana ich się trzyma. Nie wszyscy są tak mili ale większość tak. Zbieram się od jakiegoś czasu aby pogadać z jednym czy drugim ale na ten moment wygrywa pewien chłopak, który siedzi prawie codziennie w tym czy tamtym miejscu i on rzeczywiście tylko prosi o pieniądze. Jego twarz jednak jest tak smutna, że naprawdę ściska mi to jelita dlatego też postanowiłem pójść do niego z siatką jedzenia i pofotografować jego życie. Rozmawialem jednak ostatnio ze swoim wykladowca na ten temat i opowiedzial mi kilka historii jak inni ludzie za takie akcje obrywali moralniaka. No coz, nie powstrzyma mnie to a jak bede mial juz rezultaty to wtedy pomysle co dalej.
A btw. fotografowania, nowa stronka, ten sam adres, już działa tak więc zapraszam.
Miałem okazję lecieć niedawno cudowną linią wujka Rajana i myślałem, że temat klaskających ludzi jest już obcykany ale nie, naród pochwalił się pomysłowością i dał mi jeszcze jeden powód do śmiania się. Siedzę sobie w poczekalni w chmarze innych podróżników i wyczuwam już jak wszyscy gotują się do rzucenia się w kolejkę gdy tylko podejdzie stewardessa. Kilku nieśmiertelnych właściwie już stało w linii kiedy naglę ktoś wpadł na genialny pomysł i postanowił pozostawić walizkę na swoim miejscu. No to się posypało. Co odważniejsi ruszali zaraz z torbami i stawiali je w lini. Jedni nawet układali krzywe wieże ładując ile się da w pionowej linii. Naprawdę, nie żartuje. Nie mogłem uwierzyć swoim oczą co się wyrabia. Kiedy jednak zjawiła się pani i otworzyła bramkę, ludzie i tak rzucili się jeden na drugiego i poszedł mur Hadriana. Kultura sypała się z jednego „k.” na drugie „ja p.” Najsmutniejsze z tego jednak jest to, że Anglicy się z nas dosłownie śmiali, gdyż kilku z nich obserwowało to razem ze mną i tak jak ja mentalnie, tak oni bardzo obrazowo, klepali się po czołach.
Równie piękny obrazek miałem okazję ostatnio widzieć w zielonym mistrzu wśród sklepów. Ktoś pomyślał, że w jednej z długich lodówek zrobią dział z Polskimi rzeczami. Generalnie super bo teraz to już wszystko jest w asdzie i na dodatek w bardzo rozsądnych cenach. No to poszedłem zobaczyć co tam mają ciekawego i naprawdę, zrobiło mi się okropnie wstyd za mój naród, bo ktoś wpadł na pomysł, że rozwali worek z parówkami, i zje kilka pozostawiając folie w środku. Nigdy nie widziałem, w tym sklepie czegoś takiego i nagle gdy pojawia się kolejny Polski dział, to ktoś musiał za to ładnie podziękować. I tak, jestem pewien, to nie był Anglik. Oni by próbowali zjeść tą parówę z folią wciąż na niej.
Co do samolotów jeszcze. Czy wasze marmurowe kafelki przed domem straciły swój naturalny kolor? A może wasz kot ma przykry nawyk sikania do waszych płatków z mlekiem? Nie ma problemu. Teraz można już kupić rozwiązanie na wszystkie te problemy w trakcie lotu do domu czy na wakacje! Linia lotnicza ratuje swoje zarobki oferujac kupno chyba wszystkiego. Nie dość, że przez 40 minut próbują mi wcisnąć niepalące się papierosy razem ze zdrapką i perfumem to w ich katalogu można kupić tak dziwne rzeczy, że chyba niezłym idiotą był ten, kto wybierał ich produkty do sprzedaży (w sumie to pewnie nim jednak nie był ale dla mnie to tak wygląda). Poza tym, leciałem już ponad 10 razy tą linią, i jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek poza jedzeniem cokolwiek u nich kupił... a już napewno nie zraszacz ogrodowy.
Jak już komentować to nie omieszkam wspomnieć o sztuce Szpaka, którą mieliśmy przyjemność ostatnio oglądać. Tego dnia teatr wystawił trzy spektakle zaraz po sobie i była ta swoista forma pracy licencjackiej (poza pisaniem) studentów dramy. Dwie sztuki były teatrem fizycznym i w takowym właśnie pojawił się wspomniany wcześniej przyjaciel. On i 3 inne dziewczyny mówiąc w skrócie zmietli nas z powierzchni ziemi, mocą swojego przedstawienia. Zrobili świetną sztukę (bo sami ją wymyślali od zera) o metaforycznym handlu ludźmi, sprzedawaniu się kobiet i tego typu problemach (jezu mam nadzieje, że o to właśnie chodziło). Sposób w jaki to przedstawili był piorunujący i mam nadzieję, że uda mi się tego bloga wydać kiedyś bo chcę aby wszyscy usłyszeli, że Piotr jest genialnym aktorem. To, że jest świetnym przyjacielem nie wpływa kompletnie no moją ocenę bo gdybym nie był przygnieciony tym jak poruszył całą publikę grając sexualne sceny, czy jak wywołał uśmiech na twarzach tańcząc radośnie, to bym po prostu tego tutaj nie pisał. Należą mu się ogromne gratulacje nie tylko z tego powodu, ale również dlatego, że jest to kolejny przykład tego jak ten niby gówniany uniwerek daje możliwości, kiedy się tego chce. Szpaku dostał sie do szkoły teatralnej w Londynie i stoi przed nim teraz świetlana przyszłość bo drugi rok tej jednej z najlepszych na świecie uczelni, to występowanie w profesjonalnych teatrach.
To pisałem dzisiaj
Innym teatrem, którym zostałem urzeczony były swego rodzaju małe formy teatralne zoorganizowane przez tych samych ludzi. Odżyli oni na jeden wieczór nieistniejącą już niestety students union i w ten sposób w miłej atmosferze, siedząc na kanapach można była oglądać sztuki. Kilka godzin, krótkich przedstawień, które zapętlały się w spoisty show. Miałem okazję tam zobaczyć wszystko, od śpiewających i tańczących ludzi, po dramaty, prezerwatywy, prostytutki i gejów. Wieczór pełen wrażeń a szczególnie dlatego, że kilka z tych przedstawień było tak poruszających i tak niesamowicie zagranych, że wpadałem w pewien rodzaj transu. Coś naprawdę świetnego. Człowieku jestem z Ciebie dumny!
Co do występowania czyli aktorów czyli filmów czyli seriali miałem okazję ostatnio oglądać pewien takowy, który mimo, że z bardzo fajnym pomysłem i całkiem dobrze zrealizowany, pokazał, że amerykańskie społeczeństwo chyba rzeczywiście jest idiotami. Zawsze uciekałem przed takim stwierdzeniem ale to co zobaczyłem lekko mnie zachwiało. Była tam scena gdzie amerykański agent siedział w biurze interpolu w Londynie. Za swoimi plecami miał wielkie okno przez, które można było zobaczyć chyba wszystkie znane zabytki londynu. Ale dosłownie wszystkie. Przez Big Bena poprzez London’s Eye, London’s Tower, prostytutki z Socho, Chińczyków z ryżem i małego chłopca sprzedającego gazety z beretem i kubraczkiem zrobionym z worka na ziemniaki. Nie wiem czy to samo stało się z Monachium, które również tam pokazali ale jak byłem w tym mieście to nie przypominam sobie aby wyglądało one jak górska wioseczka sprzed 100 lat z wirtualnym dymem i wielkim więzieniem, które ukazywało się w akompaniamencie groźnej muzyki. Serial super ale ktoś kto wymyślił, że tak podkoloruje te eurpejskie miasta musiał uważać, że kraj, w którym żyje jest przepełniony kompletnymi kretynami, którzy nie wiedzą, że poza ich kontynentem cokolwiek innego, ekonomicznie wysoko rozwiniętego istnieje. Hmm... żeby było śmieszniej, twórcy obrazili amerykańskie społeczeństwo nawet i trzy razy. Jeden z dialogów jaki się tam odbył poziomem inteligencji dorównywał temu emo chłopcowi z „You Can Dance”, który tak wychwalał obok siebie Rutowicz i Mensona. Mianowicie, w serialu padło takie zdanie, wypowiedzane przez wysokiego rangą agenta do innych, eleganckich agentów (po Angielsku jakby co): „Sto trzydzieści siedem sekunden. Sekunden to sekundy po Niemiecku.” No i koniec. Po czymś takim choćby mi pokazali zdjęcie chłopca z Urugwaju, bez nóg czołgajacego się po podłodze krzyczącego: „mamo, zobacz jak gram w piłkę nożną”, to nie zachował bym powagi. Człowiek dowodzący jakimś milionem tajnych agentów, którzy rozwiążą zagadkę Atlantydy i kamienia filozoficznego czytając skład dietetycznej Coca Coli muszą mieć wytłumaczone, że sekunden to „seconds”. Teraz tylko nie wiadomo czy twórcy serialu są bezmózgami, czy za takowych biorą Amerykanów.
Wszyscy wiedzą jak ja uwielbiam twarzoksiążkę (facebook). Zgromadziłem sobie ostatnio kilka nowych przemyśleń na ten temat. Pierwszym z nich jest to, że wkurza mnie jak coraz więcej prostych programów komputerówych ma funkcję bezpośredniego obnażenia swojej twarzy na internetowym portalu. Irytuje mnie ta głupia niebieska ikonka pojawiająca się praktycznie wszędzie w internecie. Cokolwiek się nie pojawi może zaraz zostać ukazane jako „lubię” na twoim profilu. No to gratuluję generalnie. Tzn. żeby nie było. Uważam, że to jest przydatne kiedy coś takiego pojawia się pod artykułami z gazet, fajnymi zdjęciami (z zewnętrznych portali a nie z tych, na którychś nawalony ktoś ma penisa narysowanego na czole) czy niektórych przydatnych grup jak np. Photoshopowa, która regularnie umieszcza naprawde interesujące tutoriale czy inne bajerki. Są też inne mega przydatne jak [ten fragment postanowilem wyrzucić ponieważ tak się nim rozpisałem, że jeszcze ktoś by mnie znielubił]. Najzabawiejszą informacją jest jednak to, że Facebook przechowuje wszystkie wasze dane nawet jak usuniecie konto. To samo robi „Nasza Klasa”.Wszystkie chwalące cycki grupy, do śmierci są już do was przypisane. Obnażone dupy na zdjęciach zawsze mogą wyjść na jaw bo nie da się ich usunąć nawet jeśli myślicie, że jest inaczej i generalnie ten cudowny portal może zrujnować życie gożej niż rowerzysta wjeżdżający wam w plecy. Radził bym też przeglądnąć opcje prywatności bo sam nie zdawałem sobie sprawy ile cennych informacji o mnie, wychodzi mimo, że myślałem, że wszystko jest tajne. Facebook ostatnio został oskarżony o to, że ułatwia udostępnianie danych nieznajomym i, że ich polityka prywatności ma więcej stron niż Amerykańska konstytucja (to nie jest żart tylko cytat z Times’a). Okazuje się też, że wiele portali czy osób trzecich ma dostęp do tego co o nas wiadomo tak więc już wiem skąd mój Gmailowy filtr spamowy broni mnie przed sex ofertami i tabletkami z całego świata. Z tego też powodu tworzą się rozprawy sądowe, w wyniku, których osoby mają zakaz dostępu do tego serwisu (nie wymyślam tego, w Anglii było kiedyś głośno o dziewczynie, które terroryzowała jakąś inną nastolatkę) i z tego samego powodu na mojej stronie istnieje ta mała wkurzająca niebieska ikonka, która zachęca do stania się moim wiecznym niewolnikiem!
Byeee, have a wonderful daaaay!